|
Nie wiem czy pamiętasz artykuł "Kim sa przeciwnicy globalizacji",
napisany przez Giżińskiego i Graczyka dla Wprost. Już sam
tytuł przypomniał mi nagłówki z tamtych lat..."kim sa syjoniści,
wichrzyciele, masoni, myśliciele, Free Europa”, tudzież takie lękliwe
kawałki: „ja jestem Żydem, ale nie syjonistą”? Lubię „Wprost”,
chociaż często mnie drażni środowiskowymi gierkami dominujacymi tak
bardzo układy krajowe (tak to widac z oddali).
Tym razem zdałem
sobie sprawę z tego jak bardzo chcąc dobrze w okresie "dorastania"
robimy sobie samym i innym na głowy.
GLOBALIZACJA,
czyli poszukiwanie
dróg zaspokojenia nas samych i tylko nas... czyli w praktyce
rozszerzanie w nieskonczoność pola posiadania własnych ambicji.
TAK! nas jest coraz więcej
i coraz więcej chcemy dla nas i tylko dla NAS! Problem
jednak w tym że gubimy po drodze NAS samych, Naszą tożsamość.
Ameryka we
wszystkim przoduje, obecnie narzuciła siebie całemu
światu, a My
jak małpy w piaskownicy przesypujemy piasek z dziurki w
dziurkę,
pokwinkując jeszcze
głośniej od towarzystwa małpiego i jeszcze mniej od niego rozumiejąc.
Nie stać nas na otwarcie wlasnych oczu i zobaczenie jak bardzo
przestajemy być sobą, jak bardzo nas
już nie ma.
Czy nie wydaje się Tobie że
świat z pomocą naszych rąk
staje sie coraz częściej li tylko komiksem?
Są schwarzengerzy i inne ramba, w których się odnajdujemy, brak jest
jednak NAS. Patrzac na to wszystko co jest nam bliskie,
"Human Rights, Environment, Miłość, Demokracja, Papież" itp...,
widzimy
li tylko nowy kształt komiksu
i nas samych pośród niego. Od czasu do
czasu komuś z nas sie wymknie słowo „Papiez”, ale nie stać nas już
na zastanowienie się nad tym co Papież powiedział! Powiesz, że się
wsciekam i nadal nie wiadomo o co chodzi.
Od kilku lat
przygladąm się powstawaniu większych i jeszcze większych kompanii
amerykańskich, międzynarodowych. Obecnie stało się sportem wchłaniaie. Jeden
łyka
drugiego. Globalizuje sie prasa, stacje telewizyjne, internet, medycyna, ulica,
domy akcyjne, domy miłości, i bez miłości, oraz domy przestępcze. W
domu nie tylko naszym, ale też tych których wyniosło na sam szczyt,
dzięki jeszcze jednemu czknięciu nowowykreowanej poczwarki wrze
Globalizacja. Widziałem jak wielu swietnych, wysoko płatnych
fachowców, traci
nagle pracę, po to, by nie móc znaleźć nastepnej, jako że ich skala
zarobkowa jest za wysoka. Na ich miejsce przyjmuje się ludzi zaraz po
studiach za trzecią cześć płacy tamtych. Po czym w świat idzie wieść
jakie to oszczędności, zyski, sukcesy, że pierwsi, że globalizacja...
To jest ta nieswieża czkawka naszych dni. Kilku
olbrzymów rozszerzając chłonność finansową swych kieszeni wydala
śmierdzący nadmiar nie przeżutego, coraz bardziej zunifikowanego żarcia.
A traci li tylko konsument, jako że produkt na rynek idzie o wiele
gorszy. Dlaczego gorszy? Ponieważ ci nowi nie za bardzo wiedzą jeszcze
co robią, a tych kilku noworyszy globalizacji dosiada ich, zmuszając do
nie możliwego jeszcze dla nich tworzenia w pełni (trudno wymagać od 5
latka, by w zbliżeniu z rowieśnicą wykreował dziecko, a taką sytuację
tworzy globalizacja widziana z podwórka pracownika; w Stanach, wdziera sie to w oczy z każdego zakątka
życia.
Dlatego irytują mnie te „niby myśli” dziennikarskie nic nie rozumiejace
z tego co im sie czka w hamerykanskim stylu.
Nie interesują
mnie protestujacy, tak samo jak odlegli mi są teoretycy starający się
zasiaść na stolcu Najwyższego Stwórcy. Mnie interesuje to, co widzę, co
cuchnie arogancją i zachłannościa naszą, robiacą ze wszystkiego komiks.
Globalizacja jest tym co najpełniej wykrzywia nas dzisiaj. Ze
znanych mi wielkich XX wieku głównie Papież dostrzega słabości tego
procesu. Niestety, ci co mogliby pomóc w słyszalności znaczenia jego
słów albo milczą, albo nagłaśniają je tak, by stały się one częścią
naszego komiksu.
Przed
kilku laty obejrzałem film Kutza będący kontynuacją „Eroicy” Munka.
To co zobaczyłem przeraziło mnie swoją naiwnością w stylu uroczego
Kisiela, kapitalisty. Nagle dotarło do mnie dlaczego entuzjazm w kraju
skazany był na niepowodzenie; na poczatku trzeba zawsze starannie
wysprzątać.
Głupia sprawa, jako że rozumowanie moje oparte na śledzeniu tego co w
kraju, prowadzi w swej konsekwencji do wielkiego sprzątania. Pytanie tylko
co jest bardziej szkodliwe dla mnie jako CZLOWIEKA?
Obecnie
zbiegło się we mnie kilka różnych spraw:
1. wspaniała książka, i chyba najlepszy tekst tegoż autora, "Bunt mas",
ktora od lat wożę z sobą,
2. "sprośny" tytuł i treść artykulu, "Kim są przciwnicy globalizacji"
oraz kilka innych dziennikarskich „wykrzywien”, przeczytanych
ostatnio przeze mnie,
3. wspaniały film amerykanski "American Beauty",
który to najlepiej oddaje życie w globalizacji (chociaż nie to było
celem jego autorów), którego obejrzenie Ci gorąco polecam (warto wyjść
na chwilę z malarni i spojrzec w lustro, można tu dodać jeszcze jeden
tytuł filmowy z tamtego wieku, "Magnolie", oraz moje własne obserwacje, człowieka idącego niespiesznie, chociażby dlatego
ze ŻYJE I JEST...
Tyla mych luźnych notatek. Możnaby napisać świetny artykul
o „czkaniu, wrzasku w piaskownicy, o myśleniu -nie
myśleniu”, tylko po co,
skoro wszyscy tak globalnie
piszą.
Właśnie powróciliśmy z Utah, z
naszego noworocznego nartowania. Wyobraż sobie nieustanną mgłę w mieście
otoczonym górami skalistymi (Salt Lake City) i przepiękne słońce w
górach, a wokół biel czystego śniegu.
Mieliśmy szczęście zjeżdżać w jednym z ostatnich ośrodków w których nie
można używać snowboards (desek). Pięknie położona Alta,
dwukrotnie tańsza od konkurentów, bije ich na głowę swym
niepowtarzalnym urokiem. Cała nasza
czwórka uwielbia, jak wiesz góry, a
narty śnią się nam całym rokiem na naszych nizinach.
Po powrocie
piękna słoneczna
pogoda
którą
przywieźliśmy z sobą w walizkach. Chyba jednak zakończę już to
pisanie.
Sciskam...
JA
|