POŻGNANIE
STAREGO ROKU
U podnóża
Fury, zapadła w
śnieg,
stoi mała góralska chata.
Wokół,
śniegiem otulone drzewa.
Słońce roztapia zlodowaciały śnieg.
Tuż za
chatą, trasa narciarska;
długi, stromy bieg.
Wężem wiją się postacie narciarzy,
upstrzone barwami tęczy.
Szusem
zjeżdżam w dół. Jak inni,
odchylam się to do przodu, to
do tyłu; pędząc bez opamiętania.
Ta trasa,
ten pęd, to jakby chęć rozstania się z pamięcią, że tam,
w dole, jest ziemia, której siła
przyciągania ciągnie bezustannie.
U podnóża
Fury przycupnęła góralska chata. Zostawiam przed nią narty.
Wewnątrz olbrzymia kuchnia.
Prosty drewniany stół.
Na stole czerwono rozpalony ruszt.
Skwierczący befsztyk. Obok: owczy
ser, i gorąca herbata.
Z komina
dolatuje zapach płonących
drew.
Zza okna: zapach owiec i siana.
Zapada
zmrok; zachodzące słońce
stapia z niebem góry.
W półmroku,
łokciami podparta,
siedzę samotna, zapomniana
Czekając na
północ, na wystrzał korka
szampana, zapadam powoli sen.
Tak żegnam ostatni dzień Starego Roku.
Wyspa wspomnień, Sota
Korylo