Na przykladzie "polskiego plakatu" 
 

  
Drodzy Moi,

W późnych latach 70tych  mieszkałem przez lat kilka w RFN (Niemczech Zachodnich).  Pamiętam wspomienia zaprzyjaznionych Niemców o  latach 60tych, gdy to Niemcy zaczęli żyć dostatnio, kupować domy, podróżować. 

Właśnie w tamtych latach wiele starych i ciekawych budynków związanych z przeszłością tego kraju zniszczono bezpowrotnie, starając się z pięknych konstrukcji zrobić "nowoczesne",  w miemaniu nowobogackich nabywców, domy. Dopiero lata żmudnej pracy mediów niemieckich doprowadziły do opanowania tego przykrego dla kultury zjawiska.   

Nawiasem mówiąc, sprzedając w Stanach domy z bliska obserwowałem  skutki działania mechanizmu szybkiego wzbogacenia, wchodząc do nowobogackich, milionowych domów na sprzedaż, w których było wszystko oprócz gustu właściciela.

Nie wiem czy zwróciliście uwagę jak ten mechanizm działał u nas w kraju po przełomowym 1989 roku.? 

Ja przyglądałem się temu  z odległości poprzez przeglądane gazety. Język " specjalistycznych" artykułów stał się nie do czytania,  zdjęcia reklamowe tak bardzo chciały być Hameryka, że nie można było na nie patrzeć. (Oświetlenie scen - nie fachowe i bez wyobraźni -,  modele i modelki - dobrani bez sensu -,  aranżacja ruchu w kompozycji - bez znajmości zasad tegoż -,  bez sensu użyte kolory podkreślały słabości końcowego efektu). 

Te pokraczne cuda kolorowej twórczości reklamowej opanowały zachłannie szpalty krajowej prasy, powykręcane słowa punktowały  bełgot rodzącej się w nieuctwie reklamy.

Nic nie rozumiałem z tego co się wtedy w kraju działo. Teraz dopiero zaczyna być widoczna fachowość, jednak wtórna z niedoboru i z zapatrzenia w "kolorową Hamerykę".

A mnie nadal dręczy pytanie, jak to sie stało,  że mając swietnie przygotowanych do pracy operatorów filmowych, oświetlaczy, rysowników, malarzy, plakacistów, ciekawy teatr, film i w ogóle ciekawą kulturę stać nas wtedy było głównie na dyskusję o "złotych klamkach" i "sedesach" w domach wydawców,  i innych mniej lub bardziej nagle wzbogaconych potentatów finansowych.

A WŁAŚCIWIE CO SIĘ STAŁO ZE SŁYNNYM "POLSKIM PLAKATEM"? 

To co teraz pojawiło się  na ścianach jest powtórzeniem plakatu lat 50tych,  w swej dosłowności.




- naciśnij zdjęcie -

Wyjdźcie proszę  na ulicę i przyjrzyjcie się temu co krzyczy ze ścian domów, autobusów (oczywiście po odrzuceniu ideologii) a zobaczycie tę samą DOSŁOWNOŚĆ myślenia!,

                   

to samo spłaszczenie, które tak jak wtedy rozsiadło się na "złotym sedesie"  WADZY, pełnej "złotych klamek" do niewiedzy. 

Ciekawie o tym pisze Szekspir:


Spójrz na te obrazy,

na ten

i na ten

 oddano na obu. Rysy dwóch braci. 
 Spójrz, jak na tym czole
 Wdzięk zasiadł, pukle Hyperiona, lico

Jowisz, oko Marsa, a którym rozkaz
I groźba razem mieszkają, postawa,
Jak gdyby gońcem bogów był, Merkurym,
Opadającym na wierzchołek górski,
Który całuje niebiosa. Doprawdy,

  


Wdzięczne to było kształtów połączenie,
Gdzie każdy z bogów przyłożył swą pieczęć,
Jakby chcąc ręczyć za tego człowieka,
Takim małżonek twój był. 
A spójrz teraz

Na obraz drugi: oto twój małżonek,

Jak ktoś zatęchly, sączący zgniliznę


W brata zdrowego swego. Gdzie masz oczy?
Jak mogłaś paść się na tej pięknej górze,,.
By później tuczyć na tym trzęsawisku?
Ha! Gdzie miałaś oczy?


Look here, upon,

this picture

and on this

The counterfeit presentment of two brothers.
See what a grace was seated on this brow;
Hyperion's curls, the front of Jove himself,

An eye like Mars,  to threaten and command;

A station like the herald Mercury

New-lighted on a heave-kissing hill;
                                     



A combination and a form indeed,
Where every god did seem to seal
To give the world assurance of a man:
This was your husband; Look you now, what follows:
Here is your husband; like a mildew'd ear,
Blasting his wholesome brother. Have you eyes?

Could you on this fair mountain leave to feed,


And batten on this moor? Ha! have you eyes?
You cannot call it love, for at your age
The hey-day in the blad is tame, it's humble,
And waits upon the judgment; and what judgment...


Ogladając od pewnego czasu masę Web Sites poczułem nudę. Tutejsi autorzy powtarzają jeden drugiego, lekceważąc oglądacza, a przy tym najczęściej brak im podstawowej kultury plastycznej, oraz wiedzy z zakresu technik filmowych.

Mile zaskoczony byłem otworzywszy kilka witryn krajowych, oraz skorzystawszy z kilku wyszukiwarek wykreowanych w Polsce. Przygotowanie ich autorów oparte na kulturze plastycznej i czerpanie z niej garściami jest widoczne w wielu witrynach. Sensowne prowadzenie przez wyszukiwarki tego który chce ogłosić swoją Stronicę sprawia przyjemność. Krajowe gazety
on-line odnalazły się też w innych wymiarach niż tutejsze wielkie dzienniki. Ostatnio kilka z nich (GW, Wprost) próboją upodobnić się do tutejszego rynku, ale wierzę że przejdzie im ta czkawka papuzia wkrótce. 

Wydaje mi się więc że to co jest
INTERNETEM w krajowym wydaniu intuicyjnie przygotowuje się? do stworzenia swego, oryginalnego świata. I to mnie bardzo cieszy.  Przynajmniej tu, nie eksponuje się "złotych klamek i sedesów". 
To tyla z mojego gadania w tym liście. 

Tym razem spróbowałem na przykładzie plakatu opowiedzieć historię, która od lat się za mną wlecze. Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale JA musiałem do Was o tym napisać w tym liście.

Ściska,


JA
zobacz:
1. Plakat lat 50tych
  Dedykujemy Tym którzy od dawna winni się tym problemem zająć i opisać go wszechstronnie.
 

         
            

About this Web Site | Sources and Authors | Favourites | FineArts | Movies | PhotoGallery | and my Letters... | Home


Copyright © 2002 and my Letters... All rights reserved