|
Spójrz na te obrazy,
|
na
ten
 |
i na ten
 |
oddano na obu. Rysy dwóch braci.
Spójrz, jak na tym czole
Wdzięk
zasiadł, pukle Hyperiona, lico
Jowisz, oko Marsa, a którym rozkaz
I groźba razem mieszkają, postawa,
Jak gdyby gońcem bogów był, Merkurym,
Opadającym na wierzchołek górski,
Który całuje niebiosa. Doprawdy,
Wdzięczne to było
kształtów połączenie,
Gdzie każdy z bogów przyłożył swą pieczęć,
Jakby chcąc ręczyć za tego człowieka,
Takim małżonek twój był.
A spójrz teraz
Na obraz drugi: oto twój
małżonek,
Jak ktoś zatęchly, sączący
zgniliznę

W brata zdrowego swego. Gdzie masz oczy?
Jak mogłaś paść się na tej pięknej górze,,.
By później tuczyć na tym trzęsawisku?
Ha! Gdzie miałaś oczy?
|
Look
here, upon,
this picture
 |
and on this
 |
The counterfeit presentment of two brothers.
See what a grace was seated on this brow;
Hyperion's curls, the front of Jove himself,
An eye like Mars, to threaten and command;
A station like the herald Mercury
New-lighted on a heave-kissing hill;

A combination and a form indeed,
Where every god did seem to seal
To give the world assurance of a man:
This was your husband; Look you now, what follows:
Here is your husband; like a mildew'd ear,
Blasting his wholesome brother. Have you eyes?
Could you on this fair mountain leave to feed,

And batten on this moor? Ha! have you eyes?
You cannot call it love, for at your age
The hey-day in the blad is tame, it's humble,
And waits upon the judgment; and what judgment...
|