|
Drodzy
Moi,
Ostatnio
czyta³em w krajowej prasie 4 teksty opisuj¹ce kadencje dwu prezydentów
Stanów Zjednoczonych, Ronalda Reagana i Williama Clintona.
Dwie
opowieœci o dwu panach zamieszkuj¹cych przez 8 lat, ka¿dy,
Bia³y Dom w Waszyngtonie DC.
Pierwszy z nich przez ca³¹ sw¹
prezydenturê musia³
udawadniaæ liberalnie
myœl¹cej czêœci spo³eczenstwa
amerykañskiego "¿e jednak nie jest wielb³¹dem", po
to by po odejœciu us³yszeæ
¿e to "on uwolni³ zach³ann¹
chciwoϾ narodu",
czyli jednak by³ wielb³¹dem.
Drugi z nich nie musia³ niczego
udawadniaæ liberalnym zwolennikom, "bo
¿ycie i tak jest
filmem pornograficznym".
Bronis³aw Misztala a za nim, Andrzej Wilk
stwierdzaj¹ w Rzeczpospolitej
autorytatywnie, ¿e "Po fasadowych rz¹dach Ronalda Reagana, który zapewne
mia³ wiêcej szczêœcia
ni¿ rozumu"...
Obydwaj panowie udowodniajac, ¿e "William Clinton
dokona³ bowiem
nie tylko cudu gospodarczego" beztrosko zniekszta³caj¹
intencje wypowiedzi Teda Kappela, który podsumowuj¹c
karierê prezydencka
Clintona powiedzia³ ¿e "by³ on politykiem b³yskotliwym, czaruj¹cym,
uzdolnionym ponad przeciêtn¹, który
jednakowó¿ zmarnowa³ szansê,
jak¹
da³a mu historia, i który
sta³ siê "kompletnym rozczarowaniem".
Pozwólcie
¿e odwo³am siê teraz do dwu
artyku³ów Jacka Kwieciñskiego (Gazeta
Polska) omawiaj¹cych postaæ Renalda Reagana.
"Pisarz Tom Wolfe stwierdzi³ niedawno: Reagan
okaza³ sw¹ wy¿szoœæ
nad legionem lewicowców i ich s³awami, a tak¿e nad przewa¿aj¹c¹ czêœci¹
prawicowej kadry, wy¿szoœæ
moraln¹, polityczn¹ a tak¿e - tak, obawiam
siê, ¿e równie¿
- intelektualn¹."
"8 marca 1983 r. R. Reagan wyg³osi³
przemówienie najwa¿niejsze, sposród wielu
pamiêtnych, o "imperium z³a". Mówi¹c do
religijnego audytorium w Orlando na Florydzie, zdefiniowa³ konflikt Zachodu z Sowietami,
zimn¹ wojnê, jako przede wszystkim konflikt moralny. Mamy do czynienia ze
zmaganiami dobra i z³a, prawdy i k³amstwa...
musimy modliæ siê za
wszystkich ¿yj¹cych w ciemnoœciach totalitaryzmu, który
³ami¹c wszystkie
zasady moralne, aby przybli¿yæ swój cel,
œwiatow¹ rewolucjê,
dominacjê
nad ka¿d¹ jednostk¹
ludzk¹, nad ca³ym
œwiatem stanowi Ÿród³o z³a we
wspó³czesnym œwiecie." "Reaganowi zarzucano,
¿e upraszcza,
prymitywizuje, ¿e nie rozumie natury komunizmu, a nawet,
¿e
jest oderwany od rzeczwistoœci.
By³o najdok³adniej przeciwnie: to
zachodnie elity utracily ³¹cznœæc z rzeczywistoœci¹, przesta³y
rozumieæ
komunizm, pogr¹¿y³y siê wy³¹cznie w krytyce zachodniego systemu.
Konwencjonalna m¹droœæ nakazywa³a nie ocenianie, nie wartoœciowanie
komunizmu.
S³owa Reagana naruszaj¹c ten ob³êdny stan
umys³ów
zabrzmia³y jak wystrza³.
Zwróæcie
uwagê, jak s³owa te
pokrywaj¹ siê z tamtym stanem naszych
umys³ów, tak bardzo odleg³ym od myœlenia mediów swiatowych, a tak
bliskim prawdzie HISTORII.
"Wielkie media mog³y szaleæ z oburzenia...
dla Reagana sprawa by³a
prosta: owszem, oba mocarstwa s¹ uzbrojone, ale Sowiety
s¹ gangsterem, a
Ameryka policjantem." "Politycy swiatowi...mieli pocz¹tkowo do
Reagana stosunek raczej protekcjonalny, niezale¿nie od swej orientacji
politycznej...jednak na Zachodzie gdy przekonano siê,
i¿ jest politykiem efektywnym
i twardym, szybko zmieniono zdanie."
"To, ¿e ostateczna
dezintegracja ZSRR mia³a miejsce wkrótce po opuszczeniu przez Reagana
Bia³ego Domu, nie ma znaczenia. Prezydentura Reagana przes¹dzi³a o
wszystkim - mówi jego dawny oponent H. Kissinger. I dodaje dalej: To, co
osi¹gn¹³ Reagan, by³o najwspanialszym sukcesem dyplomatycznym w
nowo¿ytnych dziejach."
Reagan
bardzo narazi³ siê
œrodowisku uniwersyteckiemu Stanów Zjednoczonych,
które nigdy mu tego nie wybaczy³o. "Kiedy prezes kalifornijskiego
systemu uniwersyteckigo, C. Kerr, zezwala³ "aktywistom" na
wszelkie szalenstwa, a prasa go uwielbia³a, Reagan
powiedzia³ cz³onkom
w³adz edukacyjnych stanu, ¿e bierze na siebie wszystkie polityczne
skutki jego dymisji. I Kerr, ku swemu zdumieniu zosta³ wyrzucony. Takich
grzechów siê nie zapomina."
Gdy po przyjeŸdzie do Stanów znalezliœmy
siê w œrodowisku uniwersyteckim,
gdy czytaliœmy NY Times i kilka innych gazet zrozumieliœmy
jak¹ "gêbê"
przyczepiono prezydentowi Reaganowi.
"Reagan
³¹czy³, co rzadkie, cechy wizjonera i pragmatyka.
By³ rewolucjonist¹, ale nie dogmatykiem." Reagan "nie byl dla
krytyków nieuprzejmy. Kompletnie rozluŸniony, i nie speszony
bawi³ siê w
ich obecnoœci. Ponad ich g³owami
zwraca³ siê do Amerykanów. To
doprowadza³o ich (komentatorów i "intelektualistów"
wystêpuj¹cych w mediach) do sza³u i pasji. Reagan
nauczy³ siê wykorzystywaæ to jeszcze bardziej,
œwiadomie mówi³ tak, aby media i
"intelektualistów" wprowadziæ w stan histerii."
Nie
zapomniano mu tego. Nie maj¹c ju¿ argumentów media dosz³y do wniosku,
¿e
tzw "Reagana rewolucja" to po prostu wypuszczenie "chciwoœci"
na wolnoœæ, czyli to wszystko co z³e za Clintona by³o skutkiem
poczynañ
"fasadowych rzadów "wielb³¹da" Reagana."
Gwiazda amerykañskiej
tv Sam Donaldson s³ynny z agresywnych pytañ rzucanych w Reagana
przyzna³
po latach:
"Nie doceniliœmy go. Myœlelismy,
¿e jest politykiem
poœledniej kategorii. Ale on (Reagan) by³ twardy, konsekwentny i
naprawdê wierzy³ w to co mówi³.
Przyby³ do Waszyngtonu, aby zmieniæ
œwiat na lepsze, i w ogromnej mierze osi¹gn¹³ to.
Nigdy nie myœla³em,
¿e
tak powiem, ale brak mi go. Nie by³o potem i nie ma do
dziœ kogoœ
podobnego jemu."
Zwróæ
uwagê ze Donaldson wypowiedzia³ to
zdanie za rzadów "wizjonera" (za Misztalem i echem echa
jego, Wilkiem) Clintona.
Reagan
"by³ niew¹tpliwie najdowcipniejszym prezydentem w dziejach" "Dziœ ma³o kto pamiêta,
¿e to w³aœnie R. Reagan
by³ patronem
wielkiej technologicznej rewolucji. "By³ on inspiracja naszej
rewolucji - mowi jeden z potentatow z Doliny Krzemowej. Bez niego nie
potoczy³aby siê z tak¹
dynamik¹, a zw³aszcza w takim tempie."
Osobiœcie mia³bym wiele
¿ali do Reagana i zgodzi³bym
siê ze
stwierdzeniem ¿e pomóg³ w uwolnieniu "chciwoœci", ale to
zjawisko zawsze by³o zwi¹zane z
pieni¹dzem, wiêc dlaczego mia³bym
Reagana z tego rozliczaæ, w kraju w którym "pieni¹dz" zawsze
znaczy³ sukces.
Mam te¿ wiele ¿ali do Clintona, szczególnie za jego infantylne
¿ycie
erotyczne, aroganckiego bobasa. Nie przysz³oby mi jednak do g³owy by
próbowaæ w nim doszukiwaæ
siê "wizjonera albo prestidigatora".
Drukowanie
w "Rzeczpospolitej" wtórnego artykulu i jego echa próbuj¹cego
raz jeszcze zmusiæ, schorowanego, niegdyœ wybitnego
mê¿a stanu, do tego
by udowadnia³ ¿e "nie jest wielb³¹dem" jest wrêcz
niehumanitarne. Nie wiem, czy Bronis³aw Misztal
by³
"kanonizowany" na profesora w Polsce, czy te¿ w Stanach, wiem
natomiast ¿e ten¿e pan nie
wysili³ siê nawet by solidnie
uzasadniæ wyblak³e ju¿ w czasie rozumowanie przeciwników Ronalda Reagana
nad g³owami których ten¿e
mog³ odchodz¹c powiedzieæ:
"Przeprowadziliœmy rewolucjê. Rewolucja zakoñczy³a
siê sukcesem.W sumie raczej niez³e, jak
na faceta, który na niczym siê nie
zna³ i pracowal 4 godziny na dobê. I
nie chc¹c po¿egnañ
doda³ cicho: Mówi¹ mi,
¿e ju¿ muszê
iϾ."
Nie wiem kto i dlaczego, w tej znakomitej gazecie (Rzeczpospolita) nie
zastanowi³ siê i podj¹³
tê niefortunn¹ decyzjê, wiem tylko
¿e jest mi po
prostu g³upio po przeczytaniu wtórnej myœli
"profesora birbanta"
i jego "wiernego, wilczego echa" i dobrze
siê sta³o
¿e wczeœniej Jacek Kwieciñski w Gazecie Polskiej
opublikowa³, w oparciu o ksi¹¿kê
Dinesha O'Sousy "Ronald
Reagan", dwuczêœciowy artyku³, ktorego urywki zacytowa³em Wam w tym
moim liœcie, po to by mi nie by³o
a¿ tak g³upio.
Zastanawiam siê co Wy o tym wszystkim obecnie s¹dzicie, o ile pamiêtam przed
laty wynosiliœcie Ronalda Reagana
tak wysoko, ¿e musia³em
protestowaæ
udrêczony wieloma niedogodnoœciami maj¹cymi pocz¹tek w epoce tego
pogodnego duchem polityka.
Jak zwykle Wasz,
JA
Ps:
Gdybym pisa³ artyku³ na powyzszy temat, to zacza³bym od porównania
przypadków(Clinton -
Kwaœniewski) wyboru kandydata wbrew utartym regu³om rozs¹dnego myœlenia
(obydwu "panom" udowodniono nie ³adne grzechy), a pod wp³ywem silnej presji
mediów.
Nastêpnie zapewne spróbowa³bym
siê zastanowiæ jakie to u nas przy naszej
"dziwacznej demokracji", a jakie w
Stanach mo¿e mieæ konsekwencje.
Znaj¹c zaœ nasz¹
megalomaniê móg³bym
opisaæ wp³yw skandali w Polsce za
czasów prezydenta Kwaœniewskiego na skandale w Stanach Zjednoczonych za
prezydentury Clintona, udawadniaj¹c tym nasze prawo do pierwszenstwa,
czyli nasz¹ wy¿szoœæ
(vivat MY
!).
Co Wy na to? Czy to by³aby ju¿ dewiacja!?
Koniec œwiata
- BRONIS£AW WILDSTEIN, za RZECZPOSPOLITA
|